Musze kiedys odwiedzic ta galerie podczas wizyty w Bieszczadzie. I koniecznie isc na warsztaty ceramiczne! Ciagle pamietam moja mala, sliczna miseczke, ktora zrobilam na Konskich Targach w Lutowiskach. Frajda niemala. I ktora potem zostala roztrzaskana przez sikorki, brykajace po stajni na Tarnawie ;)
Bedac w Bieszczadach wykorzystalam okazje i uczestniczylam w warsztatach koralikowej bizuterii lemkowskiej w Uhercach - Orelecu. W czasie zajec udalo mi sie 'wydlubac' prawie cala mini-krywulke :) To wlasnie to cudenko zolto-rozowawe. Scieg prosciutki i skromniutki, ale od czegos trzeba zaczac. Mam nadzieje, ze jeszcze sie zalapie na kontynuacje warsztatow.
A to juz bransoletka wykonana samodzielnie przeze mnie. Scieg peyote. Zrobiona w celu testowania sciegu i koralikow, bowiem obiecalam zrobic indian choker dla waznej mi osoby :) Nosze ja namietnie od kilkunastu dni - na razie sie trzyma. Czyli nitka ujdzie. Niestety koraliki sa kiepskiej jakosci - na ciemno rozowych widac jak sie wyplukuje farba :/ Nic to - kupimy jednokolorowe. I do dziela :)
No tak. Dookola niebieskie niebo, swieci sloneczko, a nad Bieszczadami burza i leje - jakze mogloby byc inaczej ;) Bardzo wprawne oko po prawej stronie zobaczy slad teczy.